Gigantyczny dylemat podłogowy
Nie przypuszczałam, że to bedzie tak trudne. W naszym przypadku wybór podłogi determinuje wybór rodzaju ogrzewania. Rozważam następujące opcje:
1. Klasyczne kaloryfery, a na podłodze w salonie i pokojach lite deski. Niestety podoba mi się sosna, która jest miękka, zatem niezbyt praktyczna.
Czy to nie piękne? Zaletą jest niepowtarzalny klimat wnętrza, przyjemna faktura drewna pod stopami. Minusem jest podatność podłogi na zarysowania, mniejsza trwałość w porównaniu z płytkami, czy panelami, no i trzeba będzie "sztukować" wnętrze, czyli dać płytki przy kominku, być moze w kuchni, choć w kuchni widziałabym także drewno, tyle że białe:
ale to już mniej istotny szczegół, czy warto byłoby malować część podłogi na biało.
2. Ogrzewanie podłogowe i jednolite płytki w salonie i kuchni. Praktyczne rozwiazanie, łatwe czyszczenie, podłoga trwała. Ale za to zimny kamień pod nogami (poza zimą). No i twarda taka podłoga - chyba to mnie najbardziej odstrasza. Ale może to kwestia przyzwyczajenia? Nie mniej znalazłam płytki, które idealnie wpisywałyby się w klimat wnętrza, który sobie upodobałam, a wyglądają one tak:
3. Coraz częściej myślę o rozwiązaniu kompromisowym, czyli ogrzewanie podłogowe i panele w salonie. Jednak drewno jest izolatorem i wydaje mi się, że przy ogrzewaniu podłogowym to trochę bezsensowne rozwiązanie, lepszy byłby kamień, który jednak lepiej oddaje ciepło.
Pytanie za 100 punktów: co doradzacie? :)
Komentarze